Od redakcji
Misje w artykułach
Misjonarze piszą
Modlimy się
Papieskie Dzieła Misyjne
Diecezjalne Dzieło Misyjne
Misje w dokumenatach
Misje w Świecie
Misje w cyfrach
Informacje

Archiwum

 

MISJONARZE PISZĄ 

Ks. Grzegorz Trojan głosi Ewangelię w Brazylii od 2004 roku. Od niedawna czyni to przy ujściu Amazonki. W liście opowiada o swojej osobliwej pracy ewangelizacyjnej, którą realizuje przy pomocy „pływającej plebanii”. Dzięki niej może odbywać kilkunastodniowe wizyty duszpasterskie we wspólnotach żyjących przy różnych dopływach Amazonki.   

Afuá, 15 marca 2011 r.

Moi Drodzy!

Chciałbym w tych kilku zdaniach przybliżyć Wam realia pracy misyjnej w Brazylii, a w zasadzie tylko w jednym z regionów tego ogromnego kraju. Od 2 lat posługuję duszpastersko w północnej części Brazylii, w stanie Pará, a dokładniej w prałaturze apostolskiej Marajó, leżącej w Archipelagu Marajó, u ujścia rzeki Amazonki do oceanu.  

Czasem spotykamy sformułowanie – „na misyjnym szlaku”, w naszym przypadku należałoby raczej powiedzieć – „na misyjnych rzekach” i to dosłownie. Piszę te słowa na naszej drugiej, tzn. pływającej plebanii, czyli parafialnej barce – Semeador (Siewca), ponieważ rozpoczęliśmy objazd, a raczej opływanie naszych parafialnych wspólnot. Rzeczywiście nasza barka musi spełniać zadanie drugiego domu, drugiej plebanii, zważywszy na to, że każda taka wyprawa zajmuje nam zwykle, 13 - 15 dni. A wiec mamy na niej, oprócz kajuty pilota (sternika), także mała kuchnię, łazienkę, objazdową kancelarię. Może ktoś zapytać - a gdzie sypialnia? No właśnie! Sypialni nie ma, jako że wszyscy przyzwyczajeni są do spania na hamakach, co jest o wiele bardziej praktyczne (łatwo go „zwinąć” na dzień), tańsze, a hamaków zmieści się na barce o wiele więcej niż łóżek.  

Nasza parafia w Afuá, pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Matki Bożej, ma w chwili obecnej 80 wspólnot w tzw. interiorze czy najprościej mówiąc 80 wiosek, rozsianych po niezliczonych rzekach archipelagu Marajó. Rzeki te, zwykle noszą indiańskie nazwy, jak np. Charapucu, Acarapereira, Camaiani, Jurupary. Tak naprawdę, wszystkie te rzeki są w zasadzie dopływami rzeki Amazonki, ale by łatwiej było zlokalizować nasze małe wspólnoty, każdej rzecze nadaje się inna nazwę. W Polsce mamy nazwę miasta lub wioski, ulice czy osiedla, numer domu, a tutaj po prostu ktoś urodził się lub mieszka np. na wspólnocie św. Rajmunda na rzece Araramá. Na początku trzeba przyznać, że dość trudno jest zapamiętać jakieś 40 nazw rzek.

Dzisiaj po ok. 2 godzinach, przypłynęliśmy do wspólnoty „Bom Jesus”, czyli „Dobry Jezus” na rzecze Jurará. Wspólnota jest mała, ma jakieś 50 osób. Od 2 lat starają się wybudować nową kaplicę, oczywiste z drewna. Wszystkie zresztą domy, kaplice i szkoły wybudowane są na palach, gdyż rzeki każdego dnia podnoszą się i opadają. Różnica przypływu i odpływu wody wynosi około 2-3 metrów. Także w naszym mieście Afuá, mającym około 11 tys. mieszkańców, wszystko wybudowane jest na palach – domy sklepy, kaplice, a nawet ulice. Krótko mówiąc, w naszej – nazywanej czasem – Wenecji na Marajó, nie stąpa się po ziemi.  

Podczas tej wizyty pomagają mi tym razem: Madalena, misjonarka świecka z Odnowy w Duchu św. i Roana, jedna osoba z naszej parafialnej grupy młodzieżowej, nie licząc oczywiście naszego pilota czyli sternika. Rozpoczynamy zawsze od momentu animacji, śpiewu, potem przedstawiam wszystkim naszą ekipę misyjną i zaczynamy modlitwę. Następnie przechodzimy do katechezy, tym razem o Biblii, jako że w całej Brazylii realizowany jest obecnie projekt „Milion Biblii dla najuboższych”. Potem używając projektora, który udało nam się ostatnio zakupić, wyświetlamy film, tym razem o świętym Antonim. W czasie filmu spowiadam, dzisiaj ze sakramentu pokuty skorzystało 24 osoby. Potem małe omówienie filmu i końcowa modlitwa ok. godziny 21. Wielu z naszych wiernych wraca do swoich domów, używając czółna czy barki, niektórzy pozostają już w wiosce, śpiąc na barce czy też korzystając z gościnności kogoś z wioski. Potem jeszcze jakiś posiłek przygotowany przez miejscowych chrześcijan. Zwykle ryba, czasem jakieś upolowane zwierzę jak np. pancernik, czy też krokodyl, czy nawet leniwiec.  

Następnego dnia zaczynamy o ósmej modlitwą, potem katecheza, jeszcze możliwość spowiedzi, omówienie problemów we wspólnocie i msza święta na zakończenie, zwykle z chrztami, I Komunią czy ślubami. Wizyta kończy się posiłkiem ok. godziny 13, by móc przemieścić się do następnej wspólnoty. I tak przez 13 czasem 15 dni. Wizyta taka jest zwykle bardzo męcząca, ale i dająca dużo satysfakcji, szczególnie zważywszy na wielką radość naszych wiernych, z których większość raz do roku ma możliwość spotkania się z księdzem, uczestniczenia we mszy świętej czy też przyjęcia innych sakramentów.  

Niestety, nie wszystko jest tak radosne. Obok wielkiej radości i otwartości naszych brazylijskich braci, mamy też sporo trudności. Jednym z głównych problemów na naszych wspólnotach i to zarówno w mieście jak i w wioskach, jest przemoc związana z nadużywaniem alkoholu, narkotyków, ale i również z pewną obojętnością religijną czy też wręcz z odrzuceniem wiary w Pana Boga i Kościół. Gdzie nie ma miejsca dla wiary w Boga, tak łatwo wkrada się grzech niejednokrotnie wiodący szybko do śmierci. Właśnie w tej wspólnocie tylko w ostatnich 3 miesiącach mieliśmy dwa smutne tego dowody. Oto podczas – wydawałoby się tak niewinnej – gry w domingo, która nieraz staje się tutaj hazardem, gry oczywiste zakrapianej alkoholem, brat zabił brata. Nie upłynęło 2 miesiące i oto ojciec zlecił zlikwidowanie syna, gdy ten zagniewany na ojca nie chcącego mu zapłacić za 3 miesiące pracy w jego tartaku, postanowił sam dojść sprawiedliwości i ukradł ojcu łódkę z silnikiem motorowym. Gdy ojciec odkrył, że to właśnie syn jest owym złodziejem, najął dwóch znanych w ocalej okolicy oprychów, którzy zastrzelili go na polecenie ojca. Jakże często jesteśmy jeszcze tutaj u początków Biblii: Kain i Abel w brazylijskim wydaniu.  

Polecam naszą posługę i wszystkich naszych wiernych z Marajó waszym modlitwom.

Ks. Grzegorz Trojan
Brazylia